Określenie to zostało ukute z potrzeby adekwatnego opisu codziennego życia Rosjan, pełnego niebezpieczeństw, pułapek i surrealistycznych zdarzeń. Żeby je oswoić i uczynić znośniejszymi. Kto potrafi śmiać się z siebie, ten już jest zbawiony, przynajmniej od nerwicy i depresji. Bo jak tu się nie zdenerwować, kiedy na śmiałka, który wszedł na przejście dla pieszych, pędzi samochód z kierowcą ciskającym stekiem wyzwisk pod jego adresem. Albo kiedy po raz kolejny w tygodniu zacina się winda, a pechowiec mieszka na osiemnastym piętrze. Albo gdy znika samochód, bo był zaparkowany w miejscu niedozwolonym, a znak przecież był, tyle że na innej ulicy. I tu przydatne stają się wypracowane w toku dziejów mechanizmy obronne. W pierwszej z wymienionych sytuacji należy czmychnąć czym prędzej spod kół nieokrzesanego kierowcy, obrażając go donośniej niż on nas. W drugim przypadku można wziąć urlop od obowiązków domowych i powiadomić współmałżonka, że nocleg we wspólnym mieszkaniu z przyczyn technicznych nie będzie możliwy, a następnie zabawić się na mieście. Trzecia okoliczność wymaga od nas większej maestrii psychologicznej. Trzeba wyposażyć się w cierpliwość, gotówkę (nie tylko na mandat, ale i za pomoc odpowiednich jednostek w odzyskaniu auta) oraz altruizm (wszak przyczyniamy się do poprawy bytu niektórych grup społecznych).
Ciepło? Jeszcze nie? A zimą, czy nie zdarzało się Państwu podgrzewać domową atmosferę ciepłem buchającym z rozgrzanego, otwartego piekarnika? Bo sezon grzewczy się jeszcze nie zaczął albo już się skończył, a za oknem mróz. Albo wyjść wcześniej z pracy (do fryzjera, po dziecko, na randkę), prosząc kolegę o złożenie w razie potrzeby odpowiednio alarmującego usprawiedliwienia w waszym imieniu? A czy kiedykolwiek dziwiliście się, że dni świąteczne, które wypadają w weekend są następnie pracownikom „oddawane” w dni powszednie? Reitschuster, który Niemcy opuścił w latach 80., by zamieszkać w Moskwie, dziwił się, bywał też przerażony i oburzony. Aby kompletnie nie zwariować, postanowił przyjąć zasady gry. I stało się. Pokochał „ruski ekstrem”. I to uczucie bije z jego felietonów. Dziś, po tak długim pożyciu, wspomnienia Reitschustera przepełnia wyrozumiałość i pogodna pobłażliwość. Przy okazji powstała książka, która wiele mówi też o nas, Polakach. Chichotałam tropiąc podobieństwa między nami a Rosjanami. Nawet jeśli w rodzimej rzeczywistości występują śladowe pierwiastki pewnych zjawisk i zdarzeń opisanych przez autora, to i tak można się o sobie sporo dowiedzieć. Trzeba tylko zaakceptować obraz, który wyłania się z krzywego zwierciadła.