Zapytaj co zrobią

Niedawno burmistrzowie kilkunastu europejskich miast zadeklarowali, że są otwarci na przyjęcie uchodźców. Wśród nich był również Prezydent Słupska – Robert Biedroń i Burmistrz Wadowic – Mateusz Klinowski. Już wcześniej Wójt Gminy Gniewino – Zbigniew Walczak zapowiedział gotowość przyjęcia rodzin uchodźców. Wierzymy, że takich gmin i miast w Polsce jest o wiele więcej. Pomóżcie nam je znaleźć!

zapytaj (3)Napiszcie list do Waszego burmistrza, prezydenta lub wójta. Zapytajcie czy Wasza gmina lub miasto są gotowe na przyjęcie uchodźców i co mogą im zaoferować.

Jak to zrobić? Oto instrukcja:

1. Znajdźcie adres mailowy, numer faksu lub adres pocztowy prezydenta, burmistrza lub wójta. Wszystkie informacje powinniście znaleźć na odpowiednich stronach internetowych. Jeżeli nie ma tam potrzebnych danych zadzwońcie do sekretariatu prezydenta, burmistrza lub wójta i poproście o nie.

2. Przygotujcie maila, list lub faks (wzór znajdziecie poniżej). Pamiętajcie o wpisaniu (wykreśleniu) odpowiedniego zwrotu grzecznościowego. Napiszcie też Wasz telefon, adres mailowy lub adres korespondencyjny.

3. List wyślijcie mailem, faksem lub pocztą tradycyjną.

4. Dajcie nam znać do kogo wysłaliście Wasze listy.

5. Jeżeli otrzymacie odpowiedzi prześlijcie je na info@refugee.pl lub umieśćcie tutaj.

6. Macie jakieś pytanie? Dajcie nam znać :)

Wzor_listu

Relokacja i przesiedlenia

Kto przyjedzie do Polski? Skąd? Jaka jest różnica pomiędzy relokacją a przesiedleniem (ang. resettlement). Nasza grafika odpowie na Wasze pytania… Więcej informacji znajdziecie w zakładce Baza wiedzy

infografika_przesiedlenia_relokacje3 (1)

Polska przyjmie ponad 7000 uchodźców

Nasza najnowsza infografika dotyczy liczby uchodźców, którą Polska ma przyjąć w ramach solidarności z innymi krajami Unii Europejskiej (tj. w ramach tzw. relokacji) oraz w ramach programu dobrowolnych przesiedleń (ang. resettlement). Łącznie będzie to ponad 7 tys. osób. Czy to dużo? Chyba nie, skoro zmieszczą się na trybunach Stadionu Narodowego…

Infografika Fundacji Refugee.pl. Tytuł: Polska przyjmie ponad 7 tys. uchodźców. Taka liczba osób: wypełni w 1/8 trybuny Stadionu Narodowego, stanowi mniej niż 1% turystów odwiedzających Kraków oraz mogłaby zamieszkań w jednym falowców na gdańskim osiedlu Przymorze. Grafika po lewej stronie pokazuje kontury ludzi, po prawej wraz z tekstem rysunek trybun Stadionu Narodowego, budynek falowca oraz panoramę Krakowa (Wawel i Katedra Mariacka).

Dlaczego uchodźcy to głównie mężczyźni?

  • Wśród osób ubiegających się o status uchodźcy w Unii Europejskiej jest znacznie więcej mężczyzn niż kobiet. Na poziomie globalnym ta różnica nie występuje.
  • Rodziny dotknięte wojną i ubóstwem mają nadzieję, że młodzi mężczyźni przetrwają podróż do Europy, a potem ściągną innych członków rodziny lub będą pomagać im na odległość.
  • Z ogarniętej wojną domową Syrii ludzie uciekają do obozów dla uchodźców znajdujących się w sąsiednich państwach. Stamtąd wielu mężczyzn wyrusza w dalszą drogę.

Wśród uchodźców na całym świecie, którzy szukają schronienia w obcych krajach, około połowę stanowią kobiety i dziewczynki. Tak wynika z danych Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR). W Europie liczba uchodźców płci żeńskiej jest znacznie niższa. W 2014 r. około 70 proc. osób ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy w państwach członkowskich Unii stanowili mężczyźni. Jak podaje unijne biuro statystyczne Eurostat, największe dysproporcje odnośnie płci dotyczą grupy wiekowej 14-34 lat, która stanowi 54 procent uchodźców: tam trzy na cztery osoby to mężczyźni. Podobna tendencja występuje w starszych grupach wiekowych. Jedynie wśród dzieci stosunek płci jest porównywalny.

Powody, dla których więcej dorosłych mężczyzn niż kobiet dociera do Europy, są różne. Nie są to jednak powody, których doszukują się środowiska prawicowe. Mniejszy procent kobiet na uchodźstwie traktowany jest jako oznaka tego, że problemy, z którymi borykają się azylanci, nie są wcale tak wielkie i że mamy raczej do czynienia z imigracją zarobkową niż z uchodźstwem.

„Decyzja o migracji zależy od indywidualnego położenia. W wielu rodzinach cierpiących przez konflikty zbrojne zasoby pieniężne po prostu nie wystarczają na pokrycie kosztów ucieczki do Europy dla więcej niż jednego członka rodziny” – mówi Bernd Mesovic z Pro Asyl, niemieckiej organizacji świadczącej pomoc uchodźcom. Istnieje kilka powodów, dla których to raczej młodzi mężczyźni, częściej niż kobiety, osoby starsze czy dzieci są wysyłane w podróż. Mężczyźni są z reguły silniejsi fizycznie i – w zależności od kraju pochodzenia – lepiej wykształceni niż kobiety, co zwiększa ich szanse na przeżycie niebezpiecznej podróży i dotarcie do celu. Na tę decyzję wpływa także tradycyjne pojmowanie ról, które zakłada, że mężczyzna jest głównym żywicielem rodziny i to na nim spoczywa odpowiedzialność opieki nad żoną i dziećmi. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że to zwykle kobiety zajmują się potomstwem, a ucieczka z dziećmi wiąże się z licznymi utrudnieniami i zwiększa niebezpieczeństwo podróży. Oprócz ryzyka związanego z daleką wyprawą w przypadku kobiet dochodzi jeszcze strach przed gwałtem lub uprowadzeniem (szczególnie na drodze przez Synaj). Na obszarach, gdzie toczą się walki zbrojne istnieje większe prawdopodobieństwo, że to mężczyzna zostanie zabity – albo jako domniemany przeciwnik, albo jako żołnierz zmuszony do poboru przez armię rządową.

W tej sytuacji nie dziwi fakt, że – niezależnie od indywidualnego powodu każdej ucieczki – to częściej mężczyźni wyruszają w niebezpieczną podróż, podczas gdy członkowie ich rodzin zostają na miejscu i żyją w nadziei, że będą mogli dotrzeć później dzięki prawu do łącznia rodzin lub że mężczyzna zapewni im opiekę na odległość.

Najpierw do sąsiedniego kraju, potem do Europy

Kobiety przebywające na terenach dotkniętych wojną znajdują się oczywiście w takim samym niebezpieczeństwie jak mężczyźni. Tak samo jak oni mogą zginąć w wyniku wybuchu bomby lub na skutek walki pomiędzy różnymi grupami rebeliantów, ekstremistów czy żółnierzy. Z tego powodu ogromna liczba rodzin decyduje się na ucieczkę do krajów ościennych, gdzie znajdują schronienie w obozach dla uchodźców. Jednak z wyżej wymienionych powodów to przede wszystkim młodzi mężczyźni kontynuują wyprawę do Europy, ponieważ w przekonaniu własnej rodziny to właśni oni mają największe szanse, żeby tam dotrzeć.

Niedawno w Dortmundzie syryjscy uchodźcy demonstrowali przed Federalnym Urzędem ds. Migracji i Uchodźców (BAMF), próbując w ten sposób przyspieszyć rozpatrzenie wniosków – tak, aby jak najszybciej sprowadzić do Niemiec swoje żony i dzieci. Tymczasem sytuacja konfliktowa na świecie tak się zaostrzyła, a rozpacz ludzka stała się tak ogromna, że coraz więcej dzieci wysyłanych w niebezpieczną podróż na Zachód samotnie, bez jakiejkolwiek opieki.

Tłumaczenie z niemieckiego: Anita

Tłumaczenie na podstawie artykułu: Markus C. Schulte von Drach, Warum vor allem Männer Asyl suchen, [online], Süddeutsche Zeitung, aktualizacja 27.07.2015, [strona z dnia 8 września 2015].

Kontrproduktywna wrogość

Analiza dla Fundacji Refugee.pl przygotowana przez Dawida Warszawskiego

Polacy odmawiają udzielenia pomocy w pierwszym rzędzie nie z podłości, a ze strachu. Strachu przed tym, ze przybysze, a przynajmniej ich część, zostaną w Polsce na stałe. To jest przyczyną obsesyjnego niemal różnicowania stosunku do uchodźców uciekających przed wojną i do migrantów ekonomicznych, pragnących lepszego życia. Ci pierwsi bowiem mają tu być jedynie tymczasowo, dopóki sytuacja w ich kraju nie wróci do normy, ci drudzy przybywają, by zostać. Stąd też wzięte z powietrza argumenty, jakoby większość uchodźców stanowili w istocie migranci, na co dowodem ma być nadreprezentacja wśród nich młodych mężczyzn – jakby przeprawa pontonami przez Morze Śródziemne była zajęciem dla kobiet, dzieci i starców.

Jak wiele innych strachów społecznych, ten strach jest po części irracjonalny. W podobny sposób bano się sto lat temu w USA imigracji Polaków czy Żydów, cywilizacyjnie, kulturowo czy religijnie obcych, a więc nieasymilowalnych, a zarazem wyznających skrajne poglądy polityczne. Ale jak większość strachów, ma on też racjonalne podłoże. To polski anarchista, Leon Czołgosz, zamordował prezydenta McKinleya. Polityczna aktywność Żydów podważyła dotychczasową dominację białych anglosaskich protestantów. Fale imigracji głęboko przekształciły Amerykę.

I tego właśnie Polacy się boją – że uchodźcy zostaną, i przekształcą Polskę. Rzeczywiste liczby kandydatów na pobyt w Polsce, kilka czy kilkanaście tysięcy, śmiesznie małe wobec skali problemu, nie maja tu nic do rzeczy: dla przestraszonych ludzi to przecież jedynie początek inwazji. Przyjmowanie przybyszów w Europie, kontynencie zasiedziałych narodów, udaje się zaś gorzej niż w imigranckiej Ameryce. I choć większość imigrantów – czy to uchodźców, czy szukających lepszego życia – i tutaj asymiluje się nieźle, to widoczna część – nie. Statystyki, które wskazują, że imigranci popełniają mniej przestępstw, niż tubylcy, i więcej wnoszą do budżetu niż zeń czerpią, nie przesłonią obrazu islamskich terrorystów, czy dzielnic gdzie rządzi szariat, Tłumaczenie zaś, że to jedni muzułmanie odwołują się do nietolerancji i przemocy, a inni z tym walczą czy padają tego ofiara, niewiele pomoże, kiedy łatwiej odwołać się do sloganu – nie ma muzułmanów, nie ma problemów.

A slogan ten jest nośny, bo poniekąd prawdziwy. Nawet gdyby nie było terroryzmu i fundamentalizmu, migracja setek tysięcy ludzi zmienia kraj docelowy. Po ich przyjeździe nie będzie już tak, jak dawniej. Pojawią się nowe twarze i ubiory, nowe zapachy w restauracjach, nowy język na ulicach i szyldach. Ludzi zaś wolą, żeby było tak, jak przywykli. Wszyscy ludzie – nie inaczej zareagowaliby przecież mieszkańcy arabskich miast, gdyby sprowadziły się tam setki tysięcy Europejczyków, którzy chodziliby w szortach, gadali po swojemu, i otwierali kościoły i knajpy z wieprzowiną. Ja też, jak wszyscy, przywykłem to tego, że w Europie jest, jak jest, i nie chciałbym tego zmieniać. Jestem też przekonany, że gdyby ktoś zaproponował taki – wiarygodny – model migracji, który nie przekształcałby kraju docelowego, to większość obaw przed nią by osłabła.

Tyle tylko, że takiego modelu nie ma. Migranci też chcą żyć po swojemu i mają do tego prawo. Zasada, że gość musi przestrzegać reguł gospodarza tyczy się prawa, ale już nie kuchni czy stroju. Co więcej, imigracja to nie gościna u znajomych. Imigranci stają się, najdalej w następnym pokoleniu, pełnoprawnymi obywatelami i współkształtują te reguły.

Na taką właśnie perspektywę Polacy reagują wrogością, której mechanizm rozumiem. Tyle tylko, że jest to wrogość kontrproduktywna i niemądra. Nie wspominam już nawet, że niemoralna, bo o tym ci, którzy ją głoszą, znakomicie wiedzą: stąd wszystkie groteskowe zabiegi, żeby uchodźców z bliźnich odczłowieczyć we wrogów, których można już odrzucić. Tu nawet autorytet papieża nie pomoże.

Ale wrogość ta jest kontrproduktywna dlatego, że jest nieskuteczna. Uchodźcy będą przybywać i tak, nawet wiedząc, że są niechciani i odrzucani, bo nie po to uciekali pod bombami, przeprawiali się z narażeniem życia przez morze, maszerowali przez góry i granice, żeby teraz zrezygnować w obliczu zwykłej nieżyczliwości. Nie odstrasza ich nawet zbrodnicze napady na ich ośrodki czy domy – w porównaniu z przemocą, która ich wygnała, są do zniesienia. Wrogość nie osiągnie więc zamierzonego celu, ale za to sprowokuje to właśnie, na co jakoby jest reakcją, czyli wrogość wzajemną. Zamiast wdzięczności za znalezienie schronienia, uchodźcy będą z czasem odpowiadać tym samym na odrzucenie i przemoc. Dlaczego niby mieliby szanować nasz komfort, jeśli my nie potrafimy uszanować ich godności?

Wrogość jest też niemądra, bo trzeba za nią zapłacić więcej, niż za odstąpienie od niej. Wrogość wyniesie do władzy rządy, które, realizując otrzymany mandat, będą czynić wszystko, by falę uchodźców powstrzymać. Wszystko – do przemocy włącznie. Na Węgrzech wojsko już przeprowadza manewry obrony granic. Jest tylko kwestią czasu, zanik pierwszy uchodźca zginie nie z rąk przemytników ludzi czy na skutek nieszczęścia, lecz z rąk umundurowanych obrońców Europy. Ale ktoś, kto wierzy, że rząd prowadzący taką politykę ograniczy swą przemoc tylko do „obcych”, uchodźców, „swoich” zostawiając w spokoju, nic nie zrozumiał z historii europejskiego XX wieku. Za obronę komfortu trzeba będzie zapłacić swobodą. I znajdą się Europejczycy, którzy to entuzjastycznie poprą.

Za to argumenty o obowiązku solidarności padają w Polsce na głuche uszy. Uważa się dość powszechnie, że pomoc uchodźcom jest obowiązkiem krajów, które przyczyniły się do problemów, przed którymi oni uciekają. Przywołuje się tu albo kolonializm (zapominając, że na mocy tego argumentu Polska winna pomagać przynajmniej Ukraińcom, czy w przyszłości Białorusinom) albo wojnę w Zatoce (zapominając o polskim w niej udziale). Zaś przypominanie, że Polacy sami wielokrotnie korzystali z solidarności innych wywołuje skutek wręcz odwrotny: masowe wyjazdy Polaków są w oczach przeciwników pomagania uchodźcom jedynie dowodem, że Polska tyle w swych dziejach wycierpiała, że teraz nie musi pomagać innym – to jej raczej należy się pomoc, i odszkodowanie za krzywdy minione. Stąd zdumiewający ton moralnego oburzenia, którym polska klasa polityczna reaguje na oczekiwania, że będziemy solidarni.

Zaś podskórnie czai się jeszcze przekonanie, że to, iż kraj etnicznie jednorodny (najbardziej dziś w Europie; kiedyś wyprzedzała nas Irlandia i Islandia, ale to było przed polską imigracją) jest historyczną nagrodą za wszystkie cierpienia, i że ta homogeniczność się nam należy. To był stary argument komunistów, jakoby niepomnych na to, co się musiało było w Polsce stać, by ową czystość etniczną można było osiągnąć – o czym przed wojna marzyła prawica. „Jest ONRu spadkobierca partia” przenikliwie pisał Czesław Miłosz. Dziś spadkobiercą partii stał się znów ONR. Taki polski kontredans.

I tylko fali migracji zatrzymać się nie da. Nie uda nam się bowiem, choćbyśmy się nie wiem jak starali, przekonać uchodźców, że jesteśmy jeszcze gorsi od tego, przed czym uciekają. A przynajmniej bardzo chciałbym w to wierzyć.